Muzyka

Sass Jordan w przebraniu

Recenzja płyty: S.U.N., „Something Unto Nothing”

materiały prasowe
Idealna propozycja dla tych, którzy lubią proste, gitarowe brzmienia okraszone mocnym żeńskim głosem.

Sass Jordan należy do grona wokalistek nieodmiennie porównywanych do Janis Joplin. Ostry, zachrypnięty wokal i rockowy pazur kanadyjskiej artystki usprawiedliwiają tę opinię. Na swojej najnowszej płycie Sass występuje jednak w kamuflażu i wraz z towarzyszącymi jej muzykami ukryła się pod nazwą S.U.N. Rozwinięciem tego skrótu jest tytuł płyty „Something Unto Nothing”. Piosenki, które na niej się znalazły, powstały, jak głosi notka prasowa, podczas dwutygodniowego pobytu w górach. Tam też zebrani przez Jordan muzycy, odcięci, jak sami przyznają, od tego wszystkiego, co dominuje dziś w stacjach radiowych, zaplanowali swój album. Ci muzycy to m.in. Brian Tichy i Michael Devin – członkowie grupy Whitesnake. Teraz już wszystko jasne – S.U.N. to grupa proponująca słuchaczowi dobrego, głośnego, dynamicznego rocka. Idealna propozycja dla tych, którzy lubią proste, gitarowe brzmienia okraszone mocnym żeńskim głosem. Także dla tych, którzy chcą sprawdzić, ile wytrzymują ich głośniki.

 

S.U.N., Something Unto Nothing, Waterfront Records 2013

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Kobiety, które wstrząsnęły Rosją

W cesarstwie, w którym panowało przekonanie, że Bóg rządzi we wszechświecie, car w państwie, a mężczyzna w domu, na tronie zasiadały kolejno cztery kobiety.

Sylwia Frołow
16.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną