Muzyka

Nie dla młodzianków

Recenzja płyty: I Can Lick Any Sonofabitch in the House, „Mayberry”

materiały prasowe
Energia, porywające wykonanie i brak szacunku dla nudnej muzycznej poprawności.

Gdy w 2010 r. na rynek trafiła płyta „The Sounds of Dying” amerykańskiego zespołu I Can Lick Any Sonofabitch in the House (tak, tak się nazywa), niezwłocznie postanowiłem ją zarekomendować czytelnikom POLITYKI. Nie jestem pewien, czy moja dobra opinia wstrząsnęła opinią społeczną, gdyż nie zauważyłem tej grupy w programie żadnego z popularnych w Polsce festiwali pieśni bujanej. Nie zraziło to na szczęście ani mnie, ani zespołu. ICLASITH nagrali kolejną płytę, a ja po raz kolejny ją chwalę. Leader grupy Mike Damron konsekwentnie proponuje słuchaczom ostrą rockową jazdę złożoną z takich składników, jak southern rock, punk i blues-rock. Album nosi tytuł „Mayberry” i swoimi 13 piosenkami potwierdza wszystko złe i dobre, co dotąd o tym zespole powiedziano. To złe to przede wszystkim nie najlepszy wpływ na niewinne dzierlatki i towarzyszących im młodzianków, którzy przypadkiem i, miejmy nadzieję, tylko chwilowo znaleźli się w strefie wpływu działalności grupy. Dobre to energia, porywające wykonanie i brak szacunku dla nudnej muzycznej poprawności. Jeśli zabójcza dla przyzwoitych obywateli atmosfera podejrzanych mrocznych barów kogoś nie przeraża, niech poszuka „Mayberry” i głośno sobie odtworzy.

 

I Can Lick Any Sonofabitch in the House, Mayberry, CD Baby

Polityka 28.2013 (2915) z dnia 09.07.2013; Afisz. Premiery; s. 67
Oryginalny tytuł tekstu: "Nie dla młodzianków"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną