Muzyka

Za progiem

Recenzja płyty: Soma White, „Soma White”

materiały prasowe
Aż się nie chce wierzyć, że ten album to płytowy debiut zespołu.

Nie chodzi o „próg” tylko „prog”, czyli rock progresywny, z którym identyfikowany jest trójmiejski zespół Soma White. Czy słusznie? Jeśli definicję owego stylu zilustrowalibyśmy wyłącznie klasyką w rodzaju Pink Floyd czy King Crimson, to pewnie niesłusznie, bo muzyka Somy zawiera ślady bardziej współczesnych inspiracji (wokalistka Hanna Żmuda przyznaje się do fascynacji Lisą Gerrard z Dead Can Dance). Jeśli natomiast uznalibyśmy, że chodzi o muzykę poszukującą, odległą od mainstreamu, to i owszem, Soma byłaby progresywna. Rzecz polega jednak na „filozofii” muzyki. Ta nie ma nic wspólnego ani z dźwiękowym hedonizmem (np. tanecznym), ani z dźwiękowym fetyszyzmem (np. noise’owym), za to wiele z rozumieniem muzyki jako „sfery innej rzeczywistości” . Bardzo to artystowskie, ale zarazem intrygujące. Aż się nie chce wierzyć, że ten album to płytowy debiut zespołu.

 

Soma White, Soma White, SomaWhite. com

Polityka 39.2013 (2926) z dnia 24.09.2013; Afisz. Premiery; s. 71
Oryginalny tytuł tekstu: "Za progiem"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną