Muzyka

Szatan made in Poland

Recenzja płyty: Behemoth, „The Satanist”

materiały prasowe
Formacja odrodzona po przerwie związanej z chorobą lidera, brzmi potężnie, gra z witalnością i siłą.

Skromne sukcesy polskiej muzyki na liście bestsellerów „Bill­boardu” prezentują się dwubiegunowo. Do będącej wyznacznikiem sukcesu w Ameryce pierwszej setki weszła niegdyś ze swoim aksamitnym głosem Basia Trzetrzelewska, z drugiej strony – metalowa grupa Behemoth, czerpiąca inspiracje z okultyzmu Aleistera Crowleya i sięgająca po wiersz „Lucifer” Micińskiego. Na nowym albumie zaś deklarująca w „In the Absence Ov Light” (w czytelnym wokalnie – jak na metalową konwencję – fragmencie) za Gombrowiczem: „Nie wierzę ani w Boga, ani w Rozum”.

Gdy piszę te słowa, zamówienia w sklepach internetowych wskazują na to, że na nowy album „The Satanist”, mimo niezbyt zaskakującego tytułu, świat czeka. I trudno, by poczuł się zawiedziony. Działająca od ponad 20 lat formacja Adama Nergala Darskiego, odrodzona po przerwie związanej z chorobą lidera, brzmi potężnie, gra z witalnością i siłą. Co więcej, jest dziś bardziej zrozumiała i łatwiejsza do przyjęcia dla fanów rocka spoza hermetycznych metalowych kręgów. Niezależnie od tematu „Messe noire” może ich poruszyć kondensatem ekstremalnych emocji, opakowanym w klarowną, imponującą produkcję. Kto wie, czy Nergal, którego status w Polsce mocno się zmienił, nie nawróci przy okazji na „Satanistę” jakiegoś fana Basi.

 

Behemoth, The Satanist, Nuclear Blast/Mystic

Polityka 6.2014 (2944) z dnia 04.02.2014; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Szatan made in Poland"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pijane ciąże

Niełatwo żyć z poczuciem takiej winy. Że własnemu dziecku zniszczyło się przyszłość, wydając je po alkoholu na świat.

Paweł Walewski
19.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną