Muzyka

Pożegnanie Hadena

Recenzja płyty: Keith Jarrett, Charlie Haden, „Last Dance”

materiały prasowe
Tych głębokich dźwięków nie usłyszymy na żywo już nigdy – artysta zmarł 11 lipca.

Tytuł płyty „Ostatni taniec”, a w zamykającym ją utworze pod znamiennym tytułem „Goodbye” (standard Gordona Jenkinsa) długie, piękne solo kontrabasu – tak pożegnał się z nami jeden z najwybitniejszych współczesnych muzyków jazzowych Charlie Haden. Tych głębokich dźwięków nie usłyszymy na żywo już nigdy – artysta zmarł 11 lipca. Płyta ECM, która właśnie się ukazała, była pożegnaniem świadomym: Haden długo chorował, nagranie zostało dokonane siedem lat temu. Ze swoim stałym współpracownikiem Keithem Jarrettem stanowi tu duet doskonały (można by nawet rzec, że tercet, słuchając słynnych pomruków Jarretta podczas gry). Fortepian, kontrabas i standardy – m.in. Iry Gershwina, Theloniousa Monka, Cole’a Portera – zestaw niby najprostszy w świecie, ale w tym wykonaniu jakaż to wyrafinowana prostota. Haden potrafił być muzykiem drugoplanowym, bo taka rola najczęściej przypada basowi, ale też wyjść na pierwszy plan i skupić uwagę na wspaniałym brzmieniu swego instrumentu, dopowiadającym kontekst do tego, co było powiedziane wcześniej. Zaczynał karierę od bezkompromisowej awangardy Ornette’a Colemana, zakończył łagodnymi standardami i pokazem wierności istocie jazzu.

 

Keith Jarrett, Charlie Haden, Last Dance, ECM 2014

Polityka 30.2014 (2968) z dnia 22.07.2014; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Pożegnanie Hadena"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną