Recenzja płyty: Sinéad O’Connor, „I’m Not Bossy, I’m a Boss”

Klasa O’Connor
Pokaźna porcja bardzo dobrego grania i śpiewania.
materiały prasowe

Po sensacyjnym debiucie z płytą „The Lion and the Cobra” w 1987 r. Sinéad O’Connor zrobiła wiele, by jej kariera przebiegała w sposób burzliwy i niejednokrotnie autodestrukcyjny. Bulwersujące, kontrowersyjne wypowiedzi i zachowania tej irlandzkiej artystki przysporzyły jej wielu wrogów, a polityczne i społeczne poglądy niejednokrotnie przysłaniały bądź wypaczały jej wartość jako artystki. Zdjęcie na okładce jej najnowszego albumu „I’m Not Bossy, I’m a Boss” też może być nieco mylące. Widzimy na nim tulącą gitarę atrakcyjną rockwoman w błyszczącej czarnej lateksowej czy może skórzanej sukni. Na płycie jednak rock and rolla ani na lekarstwo. Mamy za to zestaw bardzo dobrych, melodyjnych kompozycji O’Connor. Denerwujące jest używanie w niektórych recenzjach określenia wytrychu „alt pop”. Tak jakby dziś wstydem było napisanie po bożemu normalnej piosenki z dającą się zanucić melodią i zrozumiałym tekstem. Odrzucając ewentualne tekstowe odniesienia do pozamuzycznych sytuacji, takich jak choćby korespondencyjny dialog Sinéad z cyniczną i prymitywną starletką Miley Cyrus, mamy na „I’m Not Bossy...” pokaźną porcję bardzo dobrego grania i śpiewania.

Ocena: 4 i 1/2

Sinéad O’Connor, I’m Not Bossy, I’m a Boss, Nettwerk

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną