Muzyka

Jak zwykle bez pośpiechu

Recenzja płyty: Damien Rice, „My Favourite Faded Fantasy”

materiały prasowe
Fani tego artysty czekali na jego nową płytę studyjną aż osiem lat!

Nie każdy twórca pozwoliłby sobie na tak długą nieobecność na rynku fonograficznym, ale Damien Rice zawsze działał we własnym rytmie. Jego piosenki rozwijają się bez pośpiechu. Nie atakują słuchacza od pierwszych dźwięków, nie wabią chwytliwymi refrenami. Rice’a nie należy poganiać. Na jego najnowszej, trzeciej płycie zatytułowanej „My Favourite Faded Fantasy” znalazło się tylko osiem utworów, spośród których większość trwa po 5–6 minut. Irlandzki artysta tka swoje piosenki z delikatnych, ulotnych melodii, pieszczotliwie otulonych dźwiękami gitary, smyczków, okazjonalnie, w bardziej dynamicznych partiach, wspieranych przez wysuwającą się nieco z cienia sekcję rytmiczną. Producent płyty, słynny Rick Rubin, zadbał o to, by akustyczne brzmienie instrumentów w żadnym stopniu nie przysłoniło onirycznych opowieści Rice’a. „My Favourite Faded Fantasy” jest płytą, którą trzeba smakować jak szlachetne wino – w odpowiednim nastroju, w odpowiedniej temperaturze, w odpowiednim towarzystwie. Wtedy będzie można w pełni docenić wartość tej muzyki.

Ocena: 4 i 1/2

Damien Rice, My Favourite Faded Fantasy, Warner

Polityka 48.2014 (2986) z dnia 25.11.2014; Afisz. Premiery; s. 93
Oryginalny tytuł tekstu: "Jak zwykle bez pośpiechu"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Agnieszka Graff i Elżbieta Korolczuk dla „Polityki”: Prawica nauczyła się grać w gender

Rozmowa z Agnieszką Graff i Elżbietą Korolczuk o kobietach, które na ulicach pokazują nowy feminizm, i mężczyznach zakażonych ultrakonserwatyzmem.

Katarzyna Czarnecka
01.12.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną