Recenzja płyty: The Waterboys, „Modern Blues”

Niedużo bluesa, dużo muzyki
Nie za wiele bluesa, ale naprawdę dużo pierwszorzędnej muzyki.
materiały prasowe

Mimo tytułu „Modern Blues” bluesa na nowej płycie The Waterboys nie ma zbyt wiele. Pośród artystów, którzy nagrali ten album, niewielu jest również prawdziwych Waterboys. Warto przypomnieć, że w ciągu dziesięcioleci jego istnienia przez zespół przewinęło się kilkadziesiąt osób. Leader grupy Mike Scott postanowił swe najnowsze dzieło nagrać w Nashville z tamtejszymi muzykami. Z dawnego składu pozostali jedynie skrzypek Steve Wickham i perkusista Ralph Salmins. „Amerykańskość” brzmienia nowych Waterboys wyraźnie słyszalna jest już na otwierającym płytę, bardzo dobrym, dynamicznym utworze „Destinies Entwined”. Potem następuje osiem innych kompozycji, z zamykającą płytę 10-minutową „Long Strange Golden Road”. Tu mamy już dobrego starego Mike’a Scotta w pełnej krasie – duża produkcja, rozbudowana, przypominająca opowieści Boba Dylana narracja, nawiązująca do powieści Jacka Kerouaca. Jednak nawet nie zagłębiając się w zawiłości tekstu, można z satysfakcją smakować tę płytę. Dużo melodii, świetne granie, oryginalne pomysły, takie jak np. piosenka „I Can See Elvis”, pozwalają bez znudzenia słuchać całego albumu. Nie za wiele bluesa, ale naprawdę dużo pierwszorzędnej muzyki.

The Waterboys, Modern Blues, Harlequin and Clown, 2015

Ocena: 4,5/6

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną