Muzyka

Muzyka pachnąca żywicą

Recenzja płyty: Colin James, „Hearts on Fire”

materiały prasowe
Świetna gitara i kompozycje.

Karierę Colina Jamesa śledzę od wielu lat i każda kolejna jego płyta potwierdza słuszność tego zainteresowania. Kłopot jedynie w tym, że James jest prawdziwą gwiazdą jedynie w rodzinnej Kanadzie. Jest nadzieja, że jego najnowsza, nagrana w Nashville, płyta „Hearts on Fire” wreszcie zmieni ten stan rzeczy. Colin James swój debiutancki album wydał w 1988 r. i od razu zwrócił uwagę fachowców. Jego blues-rockowe granie przywodziło na myśl nazwiska takich mistrzów jak choćby Stevie Ray Vaughan. Prawdą jest jednak, że proponowanie typowej dla Colina Jamesa stylistyki Amerykanom to tak jak wożenie drzewa do lasu. Trzymając się tego porównania, pozwolę sobie wyrazić nadzieję, że ten szlachetny kanadyjski materiał zostanie wreszcie powszechnie doceniony. Świetna gitara Colina Jamesa i jego kompozycje na „Hearts on Fire” na to zasługują.

Colin James, Hearts on Fire, Universal Canada

Ocena: 4,5/6

Polityka 9.2015 (2998) z dnia 24.02.2015; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Muzyka pachnąca żywicą"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Sławomir Mentzen – strateg Konfederatów

Czy można być liberalno-konserwatywnym nacjonalistą? Jak dotąd to się Konfederacji całkiem nieźle udaje. Choć balansująca pomiędzy władzą i opozycją formacja nadal jest zagadką.

Rafał Kalukin
02.10.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną