Recenzja płyty: Kid Rock, „First Kiss”

Trochę mało ognia
Liczę na to, że artystę opuści nastrój romantycznej nostalgii i dorzuci do pieca na następnej płycie.
materiały prasowe

Gdyby ktoś chciał porównać w tzw. ślepym teście wydaną w 1998 r. pierwszą ważną płytę Kid Rocka „Devil Without a Cause” z najnowszym jego tytułem „First Kiss”, miałby z pewnością problem z połapaniem się, że ma do czynienia z tym samym wykonawcą. „Devil Without a Cause” atakuje słuchacza agresywną, niepoprawną kombinacją metalu i rapu, podczas gdy Kid Rock 2015 jawi się jako niemal stateczny pieśniarz wykonujący przyzwoite rockowe piosenki niepozbawione countrowego zabarwienia.

Kid Rock, First Kiss, Warner

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj