Muzyka

Bicz albo nie bicz

Recenzja płyty: Madonna, „Rebel Heart”

materiały prasowe
Mocno taneczne rytmy skalkulowane pod amerykańskie nastolatki.

Zacznijmy od tego, że bywało ostatnio z piosenkami Madonny dużo gorzej. „Rebel Heart” wydaje się na tle jej ostatnich wydawnictw albumem przemyślanym i dopracowanym – być może aż do przesady. Z mocnymi tanecznymi rytmami skalkulowanymi pod amerykańskie nastolatki, uczestników stadionowych dyskotek i pokolenie bohaterów filmu „Spring Breakers”. W tekstach wokalistka – która zawsze świetnie sobie radziła z kulturową mimikrą – korzysta częściej z dominującego w celebryckim świecie Ameryki hiphopowego słownika. Stąd nerwowe wymachiwanie słowem „bitch”, oznaczającym kobietę o pewnych, powiedzmy, nie całkiem sympatycznych cechach. Ale gdzieś pod wycyzelowanym wizerunkiem i inżynierią studyjną kryje się ta osoba, która zdobywała sławę w latach 80. także refleksyjnymi balladami. I żeby usłyszeć ją w „Heartbreak City” czy „Wash All Over Me”, warto posłuchać tej płyty. Wzdychając nad tym, co też ta perfekcyjnie się starzejąca kobieta mogłaby nam zaproponować, gdyby zdecydowała się artystycznie dojrzeć.

Madonna, Rebel Heart, Live Nation/Interscope

Polityka 12.2015 (3001) z dnia 17.03.2015; Afisz. Premiery; s. 85
Oryginalny tytuł tekstu: "Bicz albo nie bicz"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną