Muzyka

Król Ur

Recenzja płyty: Król, „Wij”

materiały prasowe
Autor pod każdym względem stworzył własny, błyskawicznie rozpoznawalny styl.

Chłodny romantyzm Błażeja Króla to nie wewnętrzna sprzeczność, a jeśli już coś w tym połączeniu nam nie gra, to paradoksów znajdziemy więcej. Autor „Wija”, ostatnio tworzący solo, a wcześniej w duecie UL/KR, to zarazem artysta aktywny (regularnie co roku płyta) i ascetyczny (każda z tych płyt to krótki zestaw oszczędnie napisanych piosenek). To również muzyk mocno wspomagający się syntetycznymi brzmieniami, a zarazem naturalny w ekspresji. Król to wreszcie pilny słuchacz, więc jeśli już wymienia własne inspiracje, można mu wierzyć. Tym razem warto podążyć za tropem płyty „Ur” Lecha Janerki, na którą się tu powołuje – pierwszy album Janerki po 1989 r., z niełatwą warstwą liryczną i równie chłodną co u Króla, ale też bardzo misterną, awangardową wręcz, sferą instrumentalną, zszytą z popowych prefabrykatów. Autor „Wija” może się odsłaniać w ten sposób – wprawdzie mógłby, także jako gitarzysta, wystąpić na „Ur”, ale nikt nie zarzuci mu braku oryginalności. Pod każdym względem stworzył własny, błyskawicznie rozpoznawalny styl. I choć tym razem trochę zbyt szczelnie przykrył partie wokalne mocno rozbudowanymi aranżacjami, jest równie atrakcyjny co poprzednio.

Król, Wij, Kayax

Polityka 16.2015 (3005) z dnia 14.04.2015; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Król Ur"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Seks bez zobowiązań: tylko dla dorosłych. Czy skłonność do „znajomości na raz” będzie rosnąć?

Do Polek i Polaków dociera, że można chodzić ze sobą do łóżka bez zobowiązań, bez stresu, dla chwili przyjemności. Zdaniem specjalistów takie podejście bywa niezwykle korzystne. Pod warunkiem że jest autentyczne (i pod kilkoma innymi).

Joanna Cieśla
19.07.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną