Recenzja płyty: Róisín Murphy, „Hairless Toys”

Lady finezja
Po ośmiu latach milczenia udowadnia, że jej kariera to coś trwalszego niż moda na tamte piosenki w tanecznym rytmie.
materiały prasowe

Słowo „wirtuozeria” rzadko wiąże się z terminem „pop”. Ale w stosunku do irlandzkiej wokalistki Róisín Murphy, znanej z grupy Moloko, która nagrywała na przełomie wieków duże przeboje – „Sing It Back” czy „The Time Is Now” – da się użyć obu. Wtedy Murphy była uosobieniem eleganckiej, ale i pełnej seksapilu klubowej wodzirejki – nie na darmo jej wzorem była Grace Jones. Po ośmiu latach milczenia udowadnia, że jej kariera to coś trwalszego niż moda na tamte piosenki w tanecznym rytmie. Te nowe są o wiele bardziej finezyjne. W wokalistyce zwykle trudniej szeptać, niż krzyczeć, a w muzyce, która nawiązuje do klubowych rytmów, najtrudniej się powściągnąć, ograniczyć do lekkiego pulsu, niemal swingu. Na płycie „Hairless Toys” perfekcyjnie wychodzi jedno i drugie. W głosie Murphy słychać lekkość sygnalizującą świetną technikę, ale jest i charakter. A aranżacje, przygotowane przez producenta Eddiego Stevensa, dowodzą, że coraz liczniejsi polscy wykonawcy, dla których regularnie pracuje – m.in. Kasia Stankiewicz, Lao Che czy Pustki – znają dobry adres na Wyspach Brytyjskich. Choć nikomu z nich z pewnością nie poświęcił tyle czasu co dawnej koleżance z Moloko.

Róisín Murphy, Hairless Toys, PIAS

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną