Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Muzyka

Niegroźny wybuch

Recenzja płyty: Scott Weiland, „Blaster”

materiały prasowe
Kilkuletnia przerwa w nagraniach nie wystarczyła artyście na przygotowanie prawdziwie atrakcyjnego materiału.

Nazwisko Scotta Weilanda może w pierwszej chwili brzmieć niezbyt znajomo. Jeśli jednak przywołamy nazwy grup, w których był wokalistą – Stone Temple Pilots i Velvet Revolver – sprawa staje się jaśniejsza. Niezależnie od pracy zespołowej Weiland nagrywał płyty jako solista. Czynił to dość nieregularnie, a jego poprzednia propozycja fonograficzna „Happy in Galoshes” ujrzała światło dzienne w 2008 r. Teraz, po siedmioletniej przerwie, Weiland powraca albumem o obiecującym tytule „Blaster”. Tytuł sugeruje energię, eksplozję, mocne uderzenie. W rzeczywistości to Weilandowe uderzenie ma umiarkowany charakter. Piosenki na płycie to niezbyt oryginalne, prawie popowe pomysły, przebrane w rockowe czy grunge’owe szatki. Nawet obiecująco rozpoczynające się kawałki, takie jak „White Lightning” albo „Way She Moves”, zamiast interesująco się rozwinąć popadają w pewną monotonię. Wydaje się, że kilkuletnia przerwa w nagraniach nie wystarczyła artyście na przygotowanie prawdziwie atrakcyjnego materiału.

Scott Weiland, Blaster, earMUSIC

Polityka 21.2015 (3010) z dnia 19.05.2015; Afisz. Premiery; s. 85
Oryginalny tytuł tekstu: "Niegroźny wybuch"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Jak pokroić morze? Przybywa chętnych na kawałek Bałtyku. A rybakom wiatr w oczy

To tylko złudzenie, że na Bałtyku jest bezmiar przestrzeni. Jest coraz ciaśniej i coraz więcej chętnych, którzy chcą wyrwać kawałek morza dla siebie.

Ryszarda Socha
24.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną