Recenzja płyty: Florence + The Machine, „How Big, How Blue, How Beautiful”

W stronę Adele
Najbardziej przekonująca jak dotąd propozycja Florence.
materiały prasowe

Wielkość Florence Welch, ciągle młodej (28 lat), ale już utytułowanej angielskiej wokalistki, stała się dogmatem dla jednych, dla innych – powodem do drobnych złośliwości. Ktoś na przykład zauważył, że jej grupa Florence + The Machine gra muzykę dla ludzi, którzy nie słuchają muzyki. Jest w tym coś – o tyle, że jej trzecia płyta „How Big, How Blue, How Beautiful” dla wielu osób może być jedynym albumem, który kupią przez cały rok. I nie ma w tym nic wstydliwego, bo śpiewane potężnym głosem w stylu Stevie Nicks mają w sobie melodyjność i uniwersalność. Przede wszystkim jednak Welch najwyraźniej próbuje zająć gigantyczne terytorium określone cztery lata temu przez sukces jej rówieśniczki Adele. Sygnalizują to takie fragmenty płyty, jak bombastyczny, pop-rockowy utwór „What Kind of Man”. Wrażenie rywalizacji pogłębia fakt, że w pracy nad muzyką obu wokalistek mijają się ci sami brytyjscy producenci. Trzeba jednak przyznać, że „How Big...” wydaje się najbardziej przekonującą jak dotąd propozycją Florence, a misterne aranżacje instrumentów dętych autorstwa Willa Gregory’ego zrobią wrażenie nawet na złośliwcach.

Florence + The Machine, How Big, How Blue, How Beautiful, Island

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną