Recenzja płyty: Twin Danger, „Twin Danger”

Jazz obłaskawiony
Wysmakowana płyta i duża dawka obłaskawionego jazzu dla tych, którzy obawiają się, że trudniejsza muzyka może uszkodzić ich kształtowaną przez festiwale wrażliwość muzyczną.
materiały prasowe

Zaczęło się od tego, że w 2011 r. córka słynnego pianisty jazzowego Paula Bleya, wokalistka i gitarzystka Vanessa Bley poznała angielskiego muzyka Stuarta Matthewmana. Matthewman miał za sobą m.in. niezwykle owocną współpracę z Sade i, podobnie jak Vanessa, interesował się muzyką z pogranicza jazzu i popu. Zbieżność zainteresowań dwojga artystów okazała się tak silna, że postanowili połączyć swe siły w duecie, który nazwali Twin Danger. Owocem jest wydany niedawno debiutancki album, zatytułowany po prostu „Twin Danger”. Usłyszymy tu 12 nastrojowych utworów, przypominających klimatem muzykę Sade, tyle że niski zmysłowy głos Sade Adu zastępuje tu nie mniej intrygujący dziewczęcy wokal Vanessy. Stylowe aranżacje eksponują pięknie brzmiący saksofon Matthewmana. Studyjne nagrania Twin Danger wspierają również swym talentem znakomici instrumentaliści jazzowi. Wysmakowana płyta i duża dawka obłaskawionego jazzu dla tych, którzy obawiają się, że trudniejsza muzyka może uszkodzić ich kształtowaną przez festiwale wrażliwość muzyczną.

Twin Danger, Twin Danger, Decca

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną