Recenzja płyty: Royal Southern Brotherhood, „Don’t Look Back”

W razie wątpliwości – głośniej
Royal Southern Brotherhood zaczynali w 2012 r. jako „supergrupa”.
materiały prasowe

Prawo do takich aspiracji młodego zespołu dawała obecność trzech muzyków mogących poszczycić się znaczącym indywidualnym dorobkiem artystycznym. Ci muzycy to Cyril Neville, Devon Allman i Mike Zito. Bluesrockowy debiut przyjęto dobrze, choć nie bez zastrzeżeń. Teraz mamy na rynku trzeci album RSB, zatytułowany „Don’t Look Back”. Z pierwotnej supergrupy ubyło dwóch członków – Zito i Allman. Pojawiło się natomiast inne historyczne nazwisko – Vaughan. Nowy gitarzysta i wokalista zespołu Tyrone Vaughan jest synem Jimmiego i bratankiem Steviego Raya. Pierwsze skrzypce gra tu jednak najstarszy z całej paczki Cyril Neville, który nie tylko jest teraz frontmanem grupy, ale też głównym dostarczycielem materiału muzycznego. Oferuje koktajl, którego składniki to rock, blues, funk, a w tytułowym „Don’t Look Back” nawet reggaeowe kołysanie. Wykonanie bez zarzutu, a jeśli ktoś jeszcze miałby utyskiwać na jakość kompozycji, to wystarczy, że podkręci aparaturę, a znakomite brzmienie tej zawodowej orkiestry pozwoli zapomnieć o ewentualnych wątpliwościach.

Royal Southern Brotherhood, Don’t Look Back, Ruf 2015

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną