Recenzja płyty: Miley Cyrus, „Miley Cyrus and Her Dead Petz,”

Gra na nosie
Ten trwający ponad 90 minut zestaw jest dość nierówny, ale w zaskakujący sposób testuje odbiorców, pokazując, że we współczesnej kulturze najtrudniej stwierdzić, kto się z kogo wyśmiewa.
materiały prasowe

Tym, którzy nabijają się z tego, jak Miley Cyrus, dawna gwiazdka Disneya, opłakiwała swojego psa Floyda (podobno zagryzionego przez kojoty), śmiech uwiązł zapewne w gardle. 22-letnia skandalistka niespodziewanie wydała – i oddała za darmo w sieci – płytę, na której rozstania z ulubionym psem czy ukochaną rybką (!) zrównuje ze swoimi romansami. A emocjonalną temperaturę tych opowieści doprowadza poza granice autoironii, świadomie przerysowując i grając własnym wizerunkiem. Muzycznie inspiruje się rockową psychodelią kolorowego zjawiska sceny alternatywnej – grupy The Flaming Lips, z której liderem Wayne’em Coyne’em połączyły Cyrus najwyraźniej słabość do przesady, prowokacji i narkotycznych skojarzeń. Wcześniej nagrali zresztą m.in. wspólną, skandalizującą wersję „Lucy in the Sky with Diamonds” Beatlesów. „Miles Cyrus and Her Dead Petz” to zarazem zestaw zaskakująco wyrafinowanych piosenek i wielka zgrywa. Manifestacja wolności twórczej kogoś, kogo świat dawno zaszufladkował jako lalkę z telewizji. Ten trwający ponad 90 minut zestaw jest dość nierówny, ale w zaskakujący sposób testuje odbiorców, pokazując, że we współczesnej kulturze najtrudniej stwierdzić, kto się z kogo wyśmiewa.

Miley Cyrus, Miley Cyrus and Her Dead Petz, Smiley Miley Inc.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną