Recenzja płyty: Joanna Newsom, „Divers”

Superharfistka
Misternie przygotowana kolekcja piosenek o nierzadko barokowym, pełnym ozdobników charakterze.
materiały prasowe

Przy okazji naszych redakcyjnych rozmów o sezonie w muzyce często wraca – na prawach żartu – uwaga o tym, że brakuje jakiejś utalentowanej harfistki. Otóż ten sezon potwierdza, że Joanna Newsom, niegdyś autorka z rozmachem nagranej serii fenomenalnych romantycznych ballad „Ys”, ma już dziś status prawdziwej gwiazdy. Jak chyba żadna harfistka przedtem. Jej nowy album „Divers” powstawał długo i jest jak zwykle misternie przygotowaną kolekcją piosenek o nierzadko barokowym, pełnym ozdobników charakterze, ale zarazem z nawiązaniami do XIX-wiecznej poezji angielskiej i tradycji amerykańskiej pieśni. Bo tak szerokie są zainteresowania autorki mieszkającej w Kalifornii, bywającej na wybiegu u projektanta mody Marca Jacobsa albo na planie u reżysera Paula Thomasa Andersona (grała w jego „Wadzie ukrytej”, teraz nakręcił jej klip). Muzyka z nowej płyty, w formach nieco bardziej oszczędnych i zwartych niż ostatnio, pozwala jednak zapomnieć o tym gwiazdorstwie. Bo Newsom wchodzi tu ponownie na poziom skupienia na piosenkowej materii dostępny największym – przypomina pod tym względem Joni Mitchell – a wokalnie błyszczy różnorodnością środków. Jeśli jej talenty zsumować, pozostaje klasą sama dla siebie.

Joanna Newsom, Divers, Drag City

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną