Recenzja płyty: Tommy Castro, „Method to My Madness”

Mniej nie znaczy gorzej
Bardzo solidna porcja bluesowo-rockowego grania.
materiały prasowe

Kalifornijski gitarzysta i wokalista Tommy Castro po wydanej w ubiegłym roku bardzo dobrej płycie „The Devil You Know” nie kazał swoim fanom długo czekać na kolejny album. Właśnie pojawiła się w jego dyskografii najnowsza pozycja, „Method to My Madness”. Podczas gdy na poprzedniej płycie lista gościnnie uczestniczących w nagraniach gwiazd była imponująca (m.in. znaleźli się na niej The Holmes Brothers, Marcia Ball, Joe Bonamassa, Tab Benoit, Samantha Fish), to na tej najnowszej lidera wspierają jedynie muzycy stale towarzyszącego mu zespołu The Painkillers. Błędem jednak byłoby sadzić, że ta okrojona ekipa oferuje produkt niższej jakości. 12 tytułów na „Method to My Madness” stanowi bardzo solidną porcję bluesowo-rockowego grania. Castro sprawdza się nie tylko jako wykonawca, ale też jako autor bądź współautor większości tytułów. Na wyróżnienie, oprócz piosenki tytułowej, zasługują też takie utwory jak przypominający nastrojem nagrania The Doors „The Ride”, leniwie toczący się bluesowy „Lose Lose” czy wreszcie zamykająca płytę bardzo dobra wersja „Bad Luck” B.B. Kinga.

Tommy Castro, Method to My Madness, Alligator

Ocena: 4,5/6

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną