Recenzja płyty: Lucinda Williams, „The Ghosts of Highway 20”

Bez kokieterii
Każda płyta Lucindy Williams jest wydarzeniem dla miłośników twórczości ambitnej, skłaniającej do myślenia i dalekiej od przeważającej w mediach muzycznej konfekcji.
materiały prasowe

Nie inaczej jest w przypadku jej najnowszego albumu, „The Ghosts of Highway 20”. Zwolennikom amerykańskiego kina dobrze znane jest pojęcie „filmu drogi”. Można powiedzieć, że Lucinda Williams tym razem proponuje swoim słuchaczom „płytę drogi”. Highway 20, autostrada przebiegająca przez jej rodzinną Luizjanę, pojawia się już nie tylko w nazwie jej własnej wytwórni, ale i w tytule płyty. Piosenki opowiadają o ludziach i miejscach ściśle związanych z osobistymi wspomnieniami artystki. A muzyka, jak zwykle u Williams, łączy elementy country, bluesa i folku, czyli idealnie wpasowuje się w kategorię „Americana”, w której to kategorii nagrodzono jej poprzedni album „Where the Spirit Meets the Bone”. Lucinda Williams nie kokietuje odbiorców lukrowaną produkcją i modnymi sztuczkami. Swoim charakterystycznym chropawym głosem po raz kolejny przekazuje komunikat, który mówi: „Taka jestem. Chcecie, to słuchajcie”.

Lucinda Williams, The Ghosts of Highway 20, Highway 20 Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną