Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Muzyka

Recepta na stres

Recenzja płyty: Bob Dylan, „Fallen Angels”

materiały prasowe
Oferta dla fanów akceptujących bez wahania każde wcielenie mistrza albo dla tych, którzy mają ochotę odpocząć od zgiełku codzienności.

Artysta, mający za sobą taką karierę jak Bob Dylan, może sobie pozwolić praktycznie na wszystko. I Dylan sobie pozwala. Zamiast fascynować kolejne pokolenia słuchaczy swoją poezją, specyficznym widzeniem świata i własnymi, urzekającymi kompozycjami, ten wielki amerykański bard już po raz drugi sięga po piosenki z katalogu klasyki rodzimej muzyki rozrywkowej, głównie znane z wykonań Franka Sinatry. Płyta nosi tytuł „Fallen Angels” i przedstawia dylanowskie wersje 12 utworów. Z Sinatrą i jego umiejętnościami wokalnymi konkurować się nie da, więc Dylan, doskonale o tym wiedząc, proponuje słuchaczowi własną, przygaszoną, intymną i momentami wręcz mruczaną interpretację. Trzeba jasno powiedzieć, że „Fallen Angels” to nie jest propozycja dla miłośników Dylana zawadiackiego, rockowego, niepokojącego. To raczej oferta dla fanów akceptujących bez wahania każde wcielenie mistrza albo dla tych, którzy mają ochotę odpocząć od zgiełku codzienności i dać się ukołysać niespiesznie płynącym melodiom z przeszłości.

Bob Dylan, Fallen Angels, Sony

Polityka 24.2016 (3063) z dnia 07.06.2016; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Recepta na stres"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Świat

Lęk przed drugą Jałtą. Trzech drapieżców gra już nowy koncert mocarstw? Trudny czas dla Europy i Polski

Amerykańska interwencja w Wenezueli i zapowiedzi Donalda Trumpa o zagarnięciu Grenlandii zapowiadają inny porządek świata. Fatalny dla takich krajów jak Polska.

Tomasz Zalewski z Waszyngtonu
13.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną