Muzyka

Emocje bez wspomagania

Recenzja płyty: Parker Millsap, „The Very Last Day”

materiały prasowe
Porywająca płyta, dowodząca, jakie emocje można wywołać bez wspomagania, nie obstawiając się elektroniką i nie korzystając z sampli.

Płyta „The Very Last Day” nagrana została w sposób niemal ascetyczny, w niewielkim, akustycznym składzie. Muzyka Parkera Millsapa to mieszanka określana mianem Americana – jest tu więc i rock, i blues, i country, i echa rockabilly. A autor to dwudziestoparoletni muzyk z Oklahomy, sam piszący swoje piosenki, urzekające różnorodnością, świetnymi tekstami i chwytliwymi melodiami. Wokal Millsapa jest chwilami niemal hipnotyczny, artysta w ułamku sekundy przechodzi z balladowego tonu w dramatyczny krzyk o natężeniu przywodzącym na myśl nagrania Janis Joplin. Wystarczy posłuchać (najlepiej głośno) rozpoczynającej album króciutkiej piosenki „Hades Pleads”, by zostać z Millsapem do końca ostatniego utworu. Porywająca płyta, dowodząca, jakie emocje można wywołać bez wspomagania, nie obstawiając się elektroniką i nie korzystając z sampli.

Parker Millsap, The Very Last Day, Okrahoma Records

Polityka 26.2016 (3065) z dnia 21.06.2016; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Emocje bez wspomagania"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Historia słynnego agenta 007

23 filmy, sześciu aktorów użyczających twarzy głównemu bohaterowi, mnóstwo wypitych Martini, rozbitych aut i uwiedzionych kobiet. Filmowy James Bond, od pięciu dekad obecny na ekranach, pobił rekord, do którego nie zbliżyła się żadna inna filmowa seria.

Katarzyna Czajka
02.10.2012
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną