Recenzja płyty: The Dead Daisies, „Make Some Noise”

Dla domu i na stadion
Materiał do wspólnej zabawy zarówno na niezłej imprezie, jak i na stadionie.
materiały prasowe

Bardzo stosowny tytuł – „Make Some Noise” – nosi nowa płyta The Dead Daisies. Gitarowy hałas to wyróżniająca cecha albumu tej „supergrupy”. Cudzysłów wydaje się tu stosowny, gdyż mianem supergrupy chrzczono już tyle formacji, że to określenie cokolwiek zwietrzało. Niemniej jeśli członkowie zespołu wywodzą się m.in. ze składów Whitesnake, Thin Lizzy czy Mötley Crüe (wokalista John Corabi), to trudno tu mówić o poważnym nadużyciu. Dodatkowym powodem do chwały może być fakt, że The Dead Daisies byli ponoć pierwszym po latach zachodnim zespołem, który wystąpił na Kubie. Muzyka The Dead Daisies to seria raz jeszcze odgrywanych schematów hardrockowych, tu i ówdzie wspieranych klasyką (np. „Fortunate Son” Creedence Clearwater Revival). Tę nieco krytyczną konstatację łagodzi entuzjazm wykonujących swoją ulubioną muzykę artystów oraz bardzo dobrze brzmiąca gitara Douga Aldricha. Dodajmy, że tytułowy „Make Some Noise” jest idealnie stworzony na miarę wielkich stadionowych występów, podczas których następuje kulminacja w postaci wspólnego chóralnego odśpiewania kawałka w stylu „We Will Rock You”. W sumie The Dead Daisies to materiał do wspólnej zabawy zarówno na niezłej imprezie, jak i na stadionie.

The Dead Daisies, Make Some Noise, SPV

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną