Recenzja płyty: Beth Hart, „Fire On the Floor”

Na przekór powodzi
Ta płyta to wydarzenie artystyczne pozwalające wierzyć, że powódź miałkiej komercji nie zniszczyła jeszcze tego, co w muzyce rozrywkowej naprawdę wartościowe.
materiały prasowe

Już pierwsza piosenka na nowej płycie Beth Hart zapowiada dużą porcję muzycznych wrażeń na wysokim poziomie. „Jazz Man”, zgodnie z tytułem jazzujący i nastrojowy, a jednocześnie potencjalnie bardzo przebojowy utwór, dystansuje album „Fire On the Floor” od masowo produkowanych, szablonowych przebojów taneczno-komputerowych. Jeżeli zresztą ktoś ma ochotę nie tylko słuchać, ale i tańczyć przy dźwiękach „Fire On the Floor”, to znajdzie tu niejedną okazję. Beth Hart pokazuje na tej płycie cały swój kunszt autorski i wykonawczy. Jak zawsze nieco eklektyczna, czaruje swobodnym przechodzeniem od bluesa do soulu, rocka czy wręcz szlachetnego popu. Nie brakuje też bardzo osobistych emocji, którymi artystka obdarza słuchacza w dramatycznym tytułowym „Fire On the Floor” czy we wszystko wyjaśniającym już w tytule znakomitym „Love Is a Lie”. Ta płyta to wydarzenie artystyczne pozwalające wierzyć, że powódź miałkiej komercji nie zniszczyła jeszcze tego, co w muzyce rozrywkowej naprawdę wartościowe.

Beth Hart, Fire On the Floor, Provogue

Ocena: 5,5/6

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną