Recenzja płyty: Foghat, „Under the Influence”

Wciąż w formie
Ppłyta przypomina, że prosty, dynamiczny rock wciąż żyje i ma się, jak na swój wiek, bardzo dobrze.
materiały prasowe

W świecie sportu funkcjonuje powiedzenie, że „nazwisko nie gra”. Czyli że liczą się umiejętności i forma, a nie szyld. Wydawałoby się, że ta zasada obowiązuje również w innych dziedzinach, ale w muzyce rozrywkowej bywa inaczej. Przykładem niech będzie najnowszy album grupy Foghat. Zespół powstał w 1972 r. w Londynie. Grał dynamicznego, prostego rocka z elementami boogie i bluesa i szybko zdobył popularność. Od tamtego czasu przez zespół przewinął się tłum muzyków, w różnych składach nagrywających płyty i koncertujących jako Foghat. Tu właśnie mamy do czynienia z naruszeniem przytoczonej wyżej sportowej reguły, gdyż dla fanów grupy magnesem były nie tyle kolejne występujące w niej nazwiska, ile nazwa. I oto teraz na rynek trafia najnowszy jej album „Under the Influence”, i kolejne pokolenie miłośników hard rocka otrzymuje to, co nazwa zapewniała przez dziesięciolecia – 12 klasycznie brzmiących kompozycji z ponownie nagranym przebojem sprzed 40 lat, „Slow Ride”. W najnowszym składzie pojawia się dwóch członków założycieli zespołu, perkusista Roger Earl i gitarzysta Bryan Bassett. A płyta przypomina, że prosty, dynamiczny rock wciąż żyje i ma się, jak na swój wiek, bardzo dobrze.

Foghat, Under the Influence, Foghat

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną