Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Muzyka

Floydzi pod choinkę

Recenzja płyty: Pink Floyd, „The Early Years, 1967–1972, Cre/ation, The Early Years 1965–72”

materiały prasowe
Prawdziwy róg obfitości pełen niepublikowanych nagrań, filmów i, jak zapewnia wydawca, pierwszy raz udostępnionym oficjalnie na CD koncertem „Live at Pompeii”.

To nie tylko nazwa zespołu, Pink Floyd to również rozpoznawalna na całym świecie marka. Każde kolejne wydawnictwo, niekoniecznie premierowe, może liczyć na zainteresowanie publiczności i krytyków. Właśnie trafiła na rynek najnowsza pozycja sygnowana nazwą grupy – „The Early Years, 1967–1972, Cre/ation”. Znajdziemy tu muzykę tworzoną przez zespół do czasu wydania epokowego dzieła, jakim była płyta „Dark Side of the Moon”. Zawartość obejmuje zarówno znane utwory zarejestrowane w studiu, jak i fragmenty muzyki filmowej tworzonej przez zespół, a także nagrania koncertowe i te, które rejestrowano w studiach BBC. Nawet jeśli ktoś ma już większość tych tytułów na innych kompilacjach czy bootlegach, jakość dźwięku tego dwupłytowego albumu jest zdecydowanie lepsza. Jest też coś dla fanów zagorzałych, oddanych muzyce zespołu bez reszty i dysponujących poważnymi funduszami. Jednocześnie z opisanym tu albumem pojawiło się pudło o podobnym tytule – ale „The Early Years 1965–72” – ale obszerniejszej zawartości (28 dysków!). Prawdziwy róg obfitości pełen niepublikowanych nagrań, filmów i, jak zapewnia wydawca, pierwszy raz udostępnionym oficjalnie na CD koncertem „Live at Pompeii”. Drogo, ale gwiazdka za pasem.

Pink Floyd, The Early Years, 1967–1972, Cre/ation, The Early Years 1965–72, Parlophone

Polityka 48.2016 (3087) z dnia 22.11.2016; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Floydzi pod choinkę"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Memy jak kamienie. Dlaczego świat gardzi Amber Heard

Nie trzeba czekać do końca „procesu dekady”, aby wiedzieć, że najważniejszy wyrok już zapadł. Opinia publiczna na nowo zakochała się w Johnnym Deppie i jego romantycznym wizerunku bad boya. Dla Amber Heard to pożegnanie z wiarygodnością i koniec kariery w Hollywood.

Agata Szczerbiak
23.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną