Muzyka

Tylko reggae, aż reggae

Recenzja płyty: Vavamuffin, „V”

materiały prasowe
Proszę posłuchać, jak to jest zagrane: uważnie, z feelingiem, bez niepotrzebnego napięcia, czyli z szacunkiem, ale bez kompleksów wobec czarnych braci z Karaibów czy londyńskiego Brixton.

A już prawie zapomnieliśmy, że laureat Paszportów POLITYKI był i jest wokalistą zespołu Vavamuffin... Teraz się przypomina z najnowszą płytą swojej rodzimej kapeli, i bardzo dobrze, bo to płyta udana. Niby kontynuacja stylu i treści znanych z dotychczasowych dokonań, ale swoje robią niuanse. Na przykład testowanie konwencji. Energetyczna „Ferajna” ze znakomitą nawijką Pablopavo, tudzież nie gorszych Groga i Regeneratora, sąsiaduje z refleksyjnym „Tatuażem”, „korzenne” raggamuffin w piosence „Sztany Katana” konkuruje z balladową „Ostatnią piosenką” i tak dalej. Całe to rozpychanie się łokciami wewnątrz wybranej kiedyś konwencji „chuligańskiego reggae” ma swój głęboki sens, bo po pierwsze dowodzi, że ta muzyka nie skończyła się na Marleyu i Toshu, a po drugie – że w polskim wykonaniu wcale nie musi przypominać groteskowej podróbki Jamajczyków. No, a poza wszystkim – proszę posłuchać, jak to jest zagrane: uważnie, z feelingiem, bez niepotrzebnego napięcia, czyli z szacunkiem, ale bez kompleksów wobec czarnych braci z Karaibów czy londyńskiego Brixton.

Vavamuffin, V, Karrot Commando

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Dlaczego książki dla młodzieży już nie uczą i nie wychowują

Ukazanie się „Księgi dla starych urwisów”, książki Krzysztofa Vargi o twórczości Edmunda Niziurskiego, to dobry powód, by zapytać, dlaczego nie ma już miejsca na literacki dydaktyzm.

Mirosław Pęczak
20.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną