Recenzja płyty: Rafał Blechacz, „Johann Sebastian Bach”

Tylko Bach
Wykonania bardziej solidne niż porywające. Choć, czy zawsze trzeba porywać?
Deutsche Grammophon/materiały prasowe

Zwycięzca konkursu chopinowskiego sprzed 12 lat Bacha grał wcześniej niż Chopina. Już we wczesnym dzieciństwie grywał na organach w kościele w rodzinnym Nakle i marzył o zostaniu organistą. W ostatnich kilkunastu latach jego repertuar został siłą rzeczy zdominowany przez muzykę Chopina, ale pojedyncze utwory Bacha grywał na recitalach. I te nagrania, które właśnie ukazują się na szóstej płycie pianisty dla Deutsche Grammophon, też nie są nowe: część została dokonana pięć lat temu w Hamburgu, reszta dwa lata temu w Berlinie. Skłonności do organów da się w niektórych interpretacjach wysłyszeć, zwłaszcza w ostatnim popularnym chorale z kantaty „Herz und Mund und Tat und Leben”, zagranym bardzo osobiście. Z innymi utworami bywa różnie: solista jakby nie może się zdecydować, czy pójść w stronę interpretacji bardziej masywnej, w stylu Tatiany Nikołajewej, czy lżejszej, jak Glenna Goulda. Widoczne to jest zwłaszcza w Partitach B-dur i a-moll. Najciekawsze na płycie są utwory rzadziej grywane: cztery duety oraz Fantazja i fuga a-moll. W sumie – wykonania bardziej solidne niż porywające. Choć, czy zawsze trzeba porywać?

Rafał Blechacz, Johann Sebastian Bach, Deutsche Grammophon

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną