Recenzja płyty: Delbert McClinton, „Prick of the Litter”

Miód dla uszu
Znakomita płyta z piosenkami do słuchania, śpiewania, tańczenia.
materiały prasowe

Wszystkim miłośnikom muzyki patrzącym podejrzliwie na określenia typu „indie” czy „alternatywa” należy bezwzględnie polecić najnowszą płytę Delberta McClintona. Album „Prick of the Litter” to miód dla uszu tych, którzy lubią klasyczne piosenki z melodią i staromodną konstrukcją, z podziałem na canto i refren. Nie należy też całkowicie ufać różnym wikipediom, które przy nazwisku McClintona automatycznie umieszczają zawężającą kategorię „blues singer”. McClinton nagrał po prostu znakomitą płytę z piosenkami do słuchania, śpiewania, tańczenia. Są szybkie („Skip Chaser”), kołyszące („San Miguel”) i są pięknie jazzowo-swingujące („Jones for You”). 77-letni wokalista demonstruje znakomitą formę, a towarzyszący mu zespół oferuje wsparcie najwyższej klasy. „Prick of the Litter” to zestaw utworów, których pozazdrościć mogą McClintonowi wokaliści reprezentujący każde pokolenie.

Delbert McClinton, Prick of the Litter, Hot Shot

Ocena: 5,5/6

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną