Muzyka

Miód dla uszu

Recenzja płyty: Delbert McClinton, „Prick of the Litter”

materiały prasowe
Znakomita płyta z piosenkami do słuchania, śpiewania, tańczenia.

Wszystkim miłośnikom muzyki patrzącym podejrzliwie na określenia typu „indie” czy „alternatywa” należy bezwzględnie polecić najnowszą płytę Delberta McClintona. Album „Prick of the Litter” to miód dla uszu tych, którzy lubią klasyczne piosenki z melodią i staromodną konstrukcją, z podziałem na canto i refren. Nie należy też całkowicie ufać różnym wikipediom, które przy nazwisku McClintona automatycznie umieszczają zawężającą kategorię „blues singer”. McClinton nagrał po prostu znakomitą płytę z piosenkami do słuchania, śpiewania, tańczenia. Są szybkie („Skip Chaser”), kołyszące („San Miguel”) i są pięknie jazzowo-swingujące („Jones for You”). 77-letni wokalista demonstruje znakomitą formę, a towarzyszący mu zespół oferuje wsparcie najwyższej klasy. „Prick of the Litter” to zestaw utworów, których pozazdrościć mogą McClintonowi wokaliści reprezentujący każde pokolenie.

Delbert McClinton, Prick of the Litter, Hot Shot

Ocena: 5,5/6

Polityka 12.2017 (3103) z dnia 21.03.2017; Afisz. Premiery; s. 81
Oryginalny tytuł tekstu: "Miód dla uszu"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną