Recenzja płyty: Coco Montoya, „Hard Truth”

Mroźno-ognisty
Płytą „Hard Trith” Montoya potwierdza swoją mocną pozycję w bluesowym świecie.
materiały prasowe

Jeszcze jeden bluesman dzisiaj, choć trochę nietypowy. Coco Montoya nie urodził się ani na amerykańskim Południu, ani w Chicago, tylko w Santa Monica w słonecznej Kalifornii. Początkowo nic nie wskazywało na to, że będzie gitarzystą, ponieważ zatrudnił się w zespole Alberta Collinsa jako perkusista. A kiedy już, pod wpływem słynnego szefa, zaczął grać na gitarze, to okazało się, że jest gitarzystą leworęcznym. Zanim zdecydował się na rozpoczęcie kariery solowej, Montoya zdążył jeszcze pograć w Bluesbreakers Johna Mayalla. Najnowsza płyta tego gitarzysty/wokalisty nosi tytuł „Hard Truth”. To album, który nie zaskakuje, ale też spełnia oczekiwania miłośników soczystego blues rocka. Najsilniejszą stroną wszystkich 11 zamieszczonych tu utworów jest właśnie gitara. Słuchać, że lekcje mroźno-ognistego („icy hot”) grania pobierane u mistrza Collinsa nie poszły na marne. Płytą „Hard Trith” Montoya potwierdza swoją mocną pozycję w bluesowym świecie.

Coco Montoya, Hard Truth, Alligator

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną