Recenzja płyty: Ray Davies, „Americana”

Ameryka oczami Anglika
To nie tylko najdojrzalsza, ale też najlepsza solowa płyta artysty.
materiały prasowe

Ray Davies, a właściwie Sir Raymond Douglas Davies, jest jednym z tych nielicznych artystów, którzy przetrwali ostatnie półwiecze, nie popadając w zapomnienie i nie odcinając jedynie kuponów od sukcesów sprzed wielu lat. Po okresie prowadzenia The Kinks Davies kontynuował karierę jako solista, koncertując i nagrywając płyty. „Americana” to 15 premierowych piosenek tego 72-letniego artysty. Tytuł może być nieco mylący, gdyż słowo „Americana” określa stylistyczny konglomerat amerykańskich gatunków muzycznych, country, rhythm and bluesa, rock and rolla i innych. A u Daviesa Ameryka pojawia się bardziej w narracji słownej niż w muzyce. Ta płyta to w pewnym sensie muzyczny dodatek do wydanej przez niego książki „Americana: The Kinks, the Riff, the Road: The Story”, która jest zapisem jego wspomnień i spostrzeżeń na temat życia w Stanach Zjednoczonych. Piosenki to muzyczne migawki wynikające z obserwacji kraju, w którym zamieszkał, jednak stylistycznie w dużej mierze utrzymane w charakterystycznym, brytyjsko-daviesowym stylu. Nawet zaproszenie do studia jakże amerykańskiej grupy The Jayhawks nie pozbawiło albumu piętna, jakie od czasów The Kinks wyciskał na swojej muzyce Davies. To nie tylko najdojrzalsza, ale też najlepsza jego solowa płyta.

Ray Davies, Americana, Sony

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną