Recenzja płyty: Gov’t Mule, „Revolution Come... Revolution Go”

Ponad czasem, na czasie
Znajomość angielskiego nie jest niezbędna, by docenić jakość i siłę tej jakże dojrzałej muzyki.
materiały prasowe

Cztery lata oczekiwania na nową płytę to dla wielu sezonowych wykonawców „hitów na czasie” niemal epoka wymagająca pracowitego odbudowania swojej pozycji w świadomości odbiorców. Są jednak artyści tacy jak Warren Haynes i jego zespół Gov’t Mule, którzy nie muszą się tym przejmować. Dowodem jest najnowszy album zespołu „Revolution Come... Revolution Go”. Przynosi on 12 premierowych kompozycji reprezentujących typowy dla Gov’t Mule amalgamat stylistyczny składający się z bluesa, rocka, soulu i szczypty jazzu.

Gov’t Mule, Revolution Come... Revolution Go, Fantasy

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj