Recenzja płyty: Chuck Berry, „Chuck”

Chuck w pigułce
Gdy artysta odchodzi, jego finalne dzieło natychmiast nabiera szczególnego znaczenia.
materiały prasowe

Tymczasem wydany tuż po śmierci Chucka Berry’ego album „Chuck” z testamentem niewiele ma wspólnego. Piosenki, które znalazły się na płycie, są zbiorem utworów pisanych przez Berry’ego w latach 1980–2016, a więc trudno uznać, że stanowią jakąś szczególną, pożegnalną wypowiedź. Ten skromny (10 tytułów) zestaw prezentuje znane z bogatej kariery pioniera rock and rolla warianty stylistyczne. Są tu i proste rockowe kompozycje, jest i blues, i romantyczne ballady, nie zabrakło opowieści o księżycu nad Jamajką, a także, niespodziewanie, znanego z licznych wykonań (m.in. Billie Holiday, Franka Sinatry czy Marleny Dietrich) standardu „You Go to My Head”. „Chuck” to w gruncie rzeczy Chuck Berry w pigułce. Różnorodny, ale w tej różnorodności całkowicie autentyczny, jak zawsze kierujący się własnym gustem, a nie jakimikolwiek wymaganiami rynku. Ma dodatkową wartość – może skłonić tych, którzy nie uświadamiają sobie ogromnego wkładu Chucka Berry’ego w rozwój światowej muzyki rozrywkowej, do sięgnięcia po inne jego klasyczne jego płyty.

Chuck Berry, Chuck, Decca

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną