Muzyka

Ostatnie słowo

Recenzja płyty: Gregg Allman, „Southern Blood”

materiały prasowe
10 utworów składa się na przejmującą, utrzymaną na wysokim artystycznym poziomie, wypowiedź wielkiego rockmana.

Ocenianie finalnego dzieła, wydanego wkrótce po śmierci artysty, zwykle naznaczone jest chęcią uniknięcia ocen krytycznych. Nawet jeśli jest to praca pozostająca w cieniu największych osiągnięć twórcy. W przypadku płyty „Southern Blood” Gregga Allmana jakiejkolwiek taryfy ulgowej stosować nie trzeba. To płyta osobista, poruszająca i doskonała. Borykający się ze śmiertelną chorobą muzyk bardzo pieczołowicie wybierał utwory, które miały znaleźć się na płycie. Jest tu, niestety, tylko jedna jego własna kompozycja, „My Only True Friend”. Pozostałe tytuły są dziełem takich twórców jak Tim Buckley, Willie Dixon, Bob Dylan czy Jackson Browne. Ten zestaw nazwisk określa spektrum stylistyczne płyty. Jak zwykle u Allmana miesza się tu rock z bluesem, r&b i country. Być może na „Southern Blood” trafiłoby więcej jego własnych kompozycji, ale jak mówią wtajemniczeni, artyście brakowało już sił, by je ukończyć. Tak czy inaczej, tych 10 utworów (wersja deluxe zawiera dodatkowe dwa zarejestrowane na żywo) składa się na przejmującą, utrzymaną na wysokim artystycznym poziomie, wypowiedź wielkiego rockmana.

Gregg Allman, Southern Blood, Rounder

Polityka 39.2017 (3129) z dnia 26.09.2017; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Ostatnie słowo"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Krótkoterminowi turyści wysiedlają mieszkańców miast

Krótkoterminowy turysta już wysiedlił mieszkańców krakowskiej starówki. Teraz masowo rezerwuje Warszawę.

Edyta Gietka
29.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną