Recenzja płyty: Variété, „Nie wiem”

Literackie Variété
Płytę polecić można każdemu, kto docenia muzyczną oryginalność i walory literackie tekstów.
materiały prasowe

Z Variété zetknąłem się po raz pierwszy na festiwalu w Jarocinie w 1985 r. Bydgoski zespół był anonsowany jako rodzimy odpowiednik Joy Division, ale szybko okazało się, że wcale nie musi wzorować się na kimkolwiek. Wielkie wrażenie robił zwłaszcza śpiew Grzegorza Kaźmierczaka, którego uznano za odkrycie festiwalu. Dziś, po wydaniu dziewięciu albumów i wielu zmianach w składzie, mamy pewność, że to właśnie lider i wokalista, a zarazem autor tekstów, jest postacią, od której zależy tożsamość zespołu. Najnowsza płyta podkreśla to szczególnie, jest bowiem dziełem tyleż muzycznym, co literackim. Mroczne, głębokie teksty Kaźmierczaka na dobrą sprawę mogłyby funkcjonować na papierze, ale muzyka okazuje się nie mniej istotna. Raczej nie znajdziemy tu zbyt wielu śladów tzw. zimnej fali, z czym zespół był kojarzony w latach 80. Variété – i owszem – pozostaje wciąż w klimatach raczej ciemnych niż radosnych, ale jest to od początku do końca autorski idiom muzyczny, bardzo dojrzały i przemyślany. Wydawało się, że po znakomitej, wydanej w 2013 r., płycie „Piosenki kolonistów” lepszego albumu nie będzie, a tu, proszę – „Nie wiem” polecić można każdemu, kto docenia muzyczną oryginalność i walory literackie tekstów.

Variété, Nie wiem, Agora

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną