Recenzja płyty: Willie Nelson, „Last Man Standing”

Niepokonany
Jeśli „Last Man Standing” ma być pożegnaniem, to jest to pożegnanie mistrza, który z podniesionym czołem stoi niepokonany na swoim placu boju.
materiały prasowe

Tytuł najnowszej płyty Williego Nelsona, a także otwierającej ją piosenki „Last Man Standing”, można przetłumaczyć jako „Ostatni na placu boju”. Trudno się dziwić, że artysta, który w kwietniu br. skończył 85 lat, myśli o sprawach ostatecznych. Płyta nie jest jednak zestawem łzawych i sentymentalnych podsumowań i pożegnań. Nelson trzyma fason i traktuje nieodwracalność czasu z dystansem i poczuciem humoru, jakby w ten sposób próbował oswoić myśli o schyłku życia. Doskonale oddaje tę postawę piosenka „Bad Breath” – „Nieświeży oddech”. Artysta przekonuje w niej, że „lepiej mieć nieświeży oddech, niż nie mieć go w ogóle”. Z kolei w utworze „Heaven Is Closed” konstatuje, że „niebo jest zamknięte, a piekło zatłoczone”, więc po prostu zostanie tu, gdzie jest teraz. Niezależnie od wieku piosenkarza i treści paru tekstów, muzycznie płyta jest pełna życia, a głos ikony country brzmi pewnie i czysto. Jeśli „Last Man Standing” ma być pożegnaniem, to jest to pożegnanie mistrza, który z podniesionym czołem stoi niepokonany na swoim placu boju.

Willie Nelson, Last Man Standing, Sony

Ocena: 4,5/6

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną