Recenzja płyty: Idles, „Joy as an Act of Resistance”

Bunt wrażliwych
Gitarowa, rockowa konwencja rzadko dziś brzmi tak świeżo, a płyta, to jedna z tych, które emocjonalnie swojego słuchacza odmładzają.
materiały prasowe

Świetna płyta punkowa? Ciągle jeszcze się zdarza. Drugi album bristolskiej grupy Idles to zestaw agresywnych, mocnych piosenek, które są peanem na cześć… wrażliwości. Bunt chłopaków, którzy chcą mieć prawo do emocji, do płaczu, współczucia. Szczególną uwagę zwraca „Danny Nedelko”, wzruszający wręcz proimigrancki hymn o ukraińskim punkowcu w Bristolu, ale też o pakistańskiej działaczce na rzecz kobiet czy polskim rzeźniku. I „Colossus”, gdzie pada ostrzeżenie o „pakowaniu homofobów do trumien”. W „Samaritans” Idles śpiewają o męskości jako o przekleństwie, prowokując też parafrazą tekstu Katy Perry: „I kissed a boy and I liked it”. Ich muzyka jest precyzyjną i trochę schłodzoną rytmicznie wersją melodyjnego punka, z wręcz pubowymi – jak to w Anglii – refrenami, a lider Joe Talbot to na tle pokolenia wyjątkowy wokalista z głosem o dużej elastyczności i potężnej ekspresji. Gitarowa, rockowa konwencja rzadko dziś brzmi tak świeżo, a płyta „Joy as an Act of Resistance” (w tytule: radość jako akt obrony) to jedna z tych, które emocjonalnie swojego słuchacza odmładzają.

Idles, Joy as an Act of Resistance, Partisan

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną