Muzyka

Paul Simon na nowo

Recenzja płyty: Paul Simon, „In the Blue Light”

materiały prasowe
Jakość poszczególnych nagrań dodatkowo zapewniają nazwiska towarzyszących Simonowi w studiu muzyków, takie jak Wynton Marsalis, Bill Frisell, Jack DeJohnette czy Steve Gadd.

Najnowsza płyta Paula Simona „In the Blue Light” to nie tylko zestaw 10 piosenek. To także swoisty komunikat dla jego publiczności. Simon postanowił wejść do studia i ponownie nagrać kilka tytułów wybranych ze swojego przebogatego katalogu piosenek już wcześniej wydanych na różnych płytach. Kluczem nie jest tu jednak metoda „the best of”. Artysta postanowił przedstawić nowe wersje utworów, które, jego zdaniem, nie zostały w przeszłości należycie wyeksponowane i docenione. Próżno więc szukać tu jakichkolwiek przebojów. Stosunkowo najbliższy tego miana jest otwierający całość „One Man’s Ceiling Is Another Man’s Floor”, znany z wydanego w 1973 r. znakomitego albumu „There Goes Rhymin’ Simon”. Bluesowata wersja tej świetnej kompozycji może jednak słuchacza wprowadzić w błąd. Pozostałe piosenki są bowiem całkowicie przepełnione łagodnością i utkane z delikatnych dźwięków, które, dzięki zróżnicowanym aranżacjom, oscylują między jazzem, wysublimowanym popem i muzyką kameralną (smyczki w „Can’t Run But” znanym z „The Rhythm of the Saints”). Jakość poszczególnych nagrań dodatkowo zapewniają nazwiska towarzyszących Simonowi w studiu muzyków, takie jak Wynton Marsalis, Bill Frisell, Jack DeJohnette czy Steve Gadd. Pewne zdziwienie może budzić atencja, z jaką Simon podchodzi do stosunkowo letnio przyjętego albumu „You’re the One” z 2000 r. Właśnie z tej płyty pochodzą aż cztery wykonywane tu piosenki. Niemniej trzeba przyznać, że nowa, siedmiominutowa wersja „Darling Lorraine” jest wyróżniającą się pozycją na „In the Blue Light”.

Paul Simon, In the Blue Light, Legacy

Polityka 41.2018 (3181) z dnia 09.10.2018; Afisz. Premiery; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Paul Simon na nowo"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wojna państwa Marcinkiewiczów

Historia Izabeli i Kazimierza Marcinkiewiczów toczy się jak wieloodcinkowy serial. Ale to, co długo było celebrycką, plotkarską farsą, w najnowszych odsłonach nabiera cech greckiej tragedii. Spór byłego premiera z byłą żoną to przypadek rozwodu publicznego, z wykorzystaniem mediów oraz nowych instytucji prawnych.

Martyna Bunda
06.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną