Muzyka

(Za) lekko poszło

Recenzja płyty: The Black Keys, „Let’s Rock”

materiały prasowe
Perfekcja, przy której nikt się nie spocił, nie pozostawiając tu najwyraźniej wielkich emocji.

Cudzysłów w tytule nowej płyty duetu The Black Keys jest znaczący. Panowie Dan Auerbach i Patrick Carney na tyle znają materię blues-rocka, że szybko z głównych uczestników fali garażowo-rockowej rekonstrukcji – obok Jacka White’a i jego The White Stripes – stali się jej profesorami. A czy profesorom wypada jeszcze w pełni spontanicznie zakrzyknąć to szczeniackie „let’s rock!”, czy może powinni je zgasić autoironią? Seria opartych na chwytliwych riffach utworów eksponujących stylową grę na gitarze Auerbacha dowodzi jednego: amerykański duet jest tak otrzaskany z kliszami starego rocka, że bez trudu potrafi dopisać do jego historii 12 piosenek zszytych z samych klisz tak sprawnie, że prawie nie widać szwów. Z jednej strony mamy tu muzyczny kurs mistrzowski, popis świetnych muzyków prezentujących możliwości brzmieniowe gitary elektrycznej i perkusji, pełen odniesień do twórczości Jimiego Hendrixa, Toma Petty’ego, Beatlesów czy ZZ Top. Nagrany z nieco większą niż wcześniej lekkością, bo zespół przerwał współpracę z producentem Dangerem Mouse’em. Z drugiej jednak – to perfekcja, przy której nikt się nie spocił, nie pozostawiając tu najwyraźniej wielkich emocji.

The Black Keys, „Let’s Rock”, Nonesuch

Polityka 29.2019 (3219) z dnia 16.07.2019; Afisz. Premiery; s. 81
Oryginalny tytuł tekstu: "(Za) lekko poszło"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną