Muzyka

Kariera trzeciego wieku

Recenzja płyty: P.P. Arnold, „The New Adventures of P.P. Arnold”

materiały prasowe
Patricię Ann Cole pewnie mało kto pamięta.

Jej zawodowy pseudonim P.P. Arnold mogą już skojarzyć choćby bywalcy koncertów Rogera Watersa, na których wykonuje najbardziej imponujące partie wokalne. Ale i pilni słuchacze popu lat 80. – choćby „Sledgehammera” Petera Gabriela czy wielu innych przebojów, w których śpiewała w chórkach. Ale ta długa kariera miała w latach 60. epizod bardziej ambitny, solowy, kiedy to P.P. Arnold jako obiecująca soulowa piosenkarka z Ameryki przyjechała z koncertowym zespołem Ike’a i Tiny Turnerów i próbowała robić karierę w Wielkiej Brytanii. Wśród jej współpracowników przez kolejnych kilka lat znaleźli się Cat Stevens, Barry Gibb, Eric Clapton czy Keith Emerson, ale upragnionego sukcesu nie odniosła, lądując na drugim planie. W latach 90. będący pod wrażeniem jej umiejętności wokalnych Steve Cradock z Ocean Colour Scene namówił ją jednak do pracy nad nową płytą. Ukazała się, po wielu perypetiach, dopiero dziś i zawiera to, co imponowało w popie lat 60.: rozmach, melodyjność, inspiracje soulowe i potężne smyczkowe aranżacje. I jeszcze zaskakujący utwór oparty na wierszu Dylana „Last Thoughts on Woody Guthrie” na koniec. Jeśli to nawet nie nowe otwarcie, to ładne zwieńczenie artystycznego życia.

P.P. Arnold, The New Adventures of P.P. Arnold, EarMusic

Polityka 34.2019 (3224) z dnia 20.08.2019; Afisz. Premiery; s. 75
Oryginalny tytuł tekstu: "Kariera trzeciego wieku"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Historia słynnego agenta 007

23 filmy, sześciu aktorów użyczających twarzy głównemu bohaterowi, mnóstwo wypitych Martini, rozbitych aut i uwiedzionych kobiet. Filmowy James Bond, od pięciu dekad obecny na ekranach, pobił rekord, do którego nie zbliżyła się żadna inna filmowa seria.

Katarzyna Czajka
02.10.2012
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną