Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Muzyka

Kilka w jednym

Recenzja płyty: Kelela, „New Avatar”

Preferuj w Google
Kelela, „New Avatar” Kelela, „New Avatar” materiały prasowe
Amerykańska wokalistka i kompozytorka o etiopskich korzeniach próbuje łączyć w swojej muzyce plany dotąd trudne do powiązania.

Amerykańska wokalistka i kompozytorka o etiopskich korzeniach próbuje łączyć w swojej muzyce plany dotąd trudne do powiązania. Od strony wokalnej jest to R&B, typowa trampolina do popisów wokalnych, a przy tym gwarancja liryzmu i emocji. Tyle że tło aż kipi od nawiązań do muzyki tanecznej rodem z Wysp Brytyjskich, a przy tym efekt końcowy jest powściągliwy: kreuje bardziej nastrój niż podkład do tańca. Na tym paradoksie Kelela buduje swoją oryginalność i chyba też atrakcyjność dla młodej widowni, dla której nie istnieją dawne podziały gatunkowe – tu mają kilka nurtów w jednym, a dodatkowym uzupełnieniem są dla tej publiczności goście, m.in. Fousheé i popularna PinkPantheress, niedawna gwiazda Open’era (korzystają z Kelelą z usług tego samego producenta – Oscara Schellera).

Kelela, New Avatar, Warp

Polityka 30.2026 (3574) z dnia 21.07.2026; Afisz. Premiery; s. 75
Oryginalny tytuł tekstu: "Kilka w jednym"
Reklama