Tkliwa dynamika
Recenzja płyty: Artur Rojek, „Chciałbym urodzić się żeby latałem”
Przywołanie słów ze słynnego wiersza Gałczyńskiego wydaje się tu całkiem na miejscu. Rzeczywiście, najnowszy album solowy Artura Rojka uwodzi tkliwością i w tekstach, i w muzyce. Począwszy od tytułu płyty, który jest dosłownym cytatem z wczesnodziecięcej wypowiedzi młodszego syna Artura, poprzez zawarte w piosenkach obrazy miłosnego szczęścia i emocjonalnych kryzysów („Mówiłem Ci to już”, „W objęciach”), aż do wspomnień z dawnych młodzieńczych przeżyć (choćby fraza „Zatańczmy tak jak wtedy” z piosenki „Judo”). Podkreśla to mocno muzyka, najbardziej chyba popowa z całego dorobku Rojka, co wydaje się pewnym ryzykiem, i narzuca natrętne pytanie, czy tu i ówdzie nie została przekroczona ta granica tkliwości, za którą mamy już tylko rzewną nostalgię i zbyt łatwe wzruszenie.
Artur Rojek, Chciałbym urodzić się żeby latałem, Sony Music