Muzyka

Jak Norweg z Polakiem

Nie tylko dla ortodoksów.

Założona 20 lat temu przez Mirosława „Carlosa” Kaczmarczyka formacja Loud Jazz Band ma mieszany polsko-norweski skład, co nie dziwi, bo lider, jeden z najlepszych naszych gitarzystów jazzowych, mieszka w Oslo.

Ich ostatnia płyta „Passing” pokazuje, że nie przypadkiem Skandynawowie lokują się w ścisłej czołówce europejskiego jazzu. Album oferuje niby to mainstreamowy jazz współczesny, przełamywany niekiedy subtelną elektroniką (syntezatory obsługuje kolejny nasz rodak Piotr Iwicki), tudzież niemal rockowymi riffami gitarowymi, ale już po pierwszych taktach czuje się niebywałą swobodę, z jaką muzycy traktują szacowną Coltrane’owską tradycję, nakładając na nią własne pomysły. Każda solówka (saksofonowa, gitarowa, fortepianowa) pięknie rozwija podany przez zespół temat i nie ma dźwięku, który byłby zbędny.

Najważniejszy wszelako wydaje się klimat oscylujący między wyrafinowanym smooth jazzem a dynamiką, która przypomina fusion Milesa Davisa czy Herbie Hancocka. Oto dlaczego „Passing” ma szansę znaleźć uznanie nie tylko u jazzowych ortodoksów.

Loud Jazz Band, Passing, LJB Music Records

  

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Emeryci na psychotropach

Potrafią wyłudzać recepty, tłumaczyć, że od leków, które nie uzależniają, mają alergię. I dlatego muszą brać psychotropy. A psychiatrzy przyznają: rekordziści potrafią brać je przez kilka lat.

Katarzyna Kaczorowska
26.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną