Muzyka

Bóg w chaosie

Najlepszy album w dorobku zespołu.

Płocki zespół Lao Che wybrał zaiste trudną drogę kariery. Postanowił bowiem tworzyć tzw. concept-albumy, czyli płyty dostosowujące styl muzyczny do przesłania tematycznego. Najpierw były archaiczno-folkowe „Gusła” nawiązujące do prehistorii ludu polskiego, potem „Powstanie Warszawskie” opowiedziane w anarchistycznej estetyce punkowej, a teraz mamy „Gospel”, płytę traktującą o religii. Tyle że jest to traktowanie arcyspecyficzne. Dalekie od mistyki i oazowego uniesienia, bliskie za to chaotycznej codzienności.

Podkreślają to inteligentne teksty pisane z perspektywy podwórka i ulicy oraz muzyka, w której mamy sporo zamieszania, bo raz słyszy się bujające reggae, za chwilę melodie jak z ruskiej czastuszki, a innym razem latino à la Santana albo próbki żydowskiej klezmerki. No i gdzie tu Bóg? W chaosie chyba. No, ale tak to dzisiaj jest, żyjemy w multikulturowym galimatiasie i ta płyta świetnie to wyraża. Zagrana jest zresztą, jak i poprzednie, fachowo. Czasem nawet tanecznie i klubowo, co w związku z tematem zda się dość obrazoburcze. Znawcy przedmiotu wiedzą wszak, że Bóg jest wszędzie, także w tańcu.

Tak czy siak, rzeczony album jest chyba w dorobku Lao Che najlepszy.
 

Lao Che, Gospel, Antena Krzyku 

  
 

Reklama

Czytaj także

Kultura

Kompozytorki wchodzą do gry

Kiedyś mieliśmy wśród kompozytorek pojedyncze przykłady spektakularnych karier. Ale najmłodsze pokolenie idzie całą ławą, co było widoczne na jesiennych festiwalach muzyki współczesnej.

Dorota Szwarcman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną