Muzyka

Jeszcze jeden Żorżyk, ale jaki!

Galimatias stylistyczny, ale znakomity.

Barry Adamson to też basista (choć dziś już bardziej muzyczna instytucja). Grał m.in. u Nicka Cave’a w Bad Seeds. Jednak dwadzieścia lat temu postanowił działać na własny rachunek. W 1989 r. ukazał się jego debiutancki album „Moss Side Story” i od razu wywołał zamieszanie. Była to muzyka do filmowego czarnego kryminału, którego nigdy nie nakręcono.

Galimatias stylistyczny składający się w znakomitą całość. Blisko dwadzieścia lat po debiucie Barry Adamson częstuje nas swoją najnowszą, doskonałą płytą „Back to the Cat”. Artysta w dalszym ciągu poszukuje idealnego filmu, wabiąc go swoją intrygującą muzyką. Tak jak u Wootena, nie ma tu granic między gatunkami. Słychać knajpę, jazz, pop, rocka i przede wszystkim wszechobecną gęstą atmosferę mrocznego thrillera. Często, kiedy autorem, producentem i wykonawcą jest ta sama osoba, myślimy, że raczej chodzi o skok na kasę, a nie o sztukę.

W tym przypadku nic bardziej mylącego. Tytuł za tytułem, fantastyczne pomysły muzyczne, urzekające aranżacje i perfekcyjne wykonanie. Mistrzowska płyta, ponadczasowa i pokazująca, jak dalece możliwości lekkiej muzy przekraczają beznadzieję naszych list przebojów.
 

Barry Adamson, Back to the Cat, Central Control 2008

  
 

Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Small talk zaczął być źródłem stresu

Dr Marzena Cypryańska-Nezlek o tym, dlaczego pogawędka o pogodzie straciła miłą neutralność i zaczęła wywoływać napięcie.

Katarzyna Kazimierowska
07.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną