Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Muzyka

Jak zwykle niewesoła Lucinda Williams

Recenzja płyty: Lucinda Williams, "Little Honey"

Wymaga od odbiorcy skupienia

Nie wiem, czy Lucinda Williams ma trudne, wypełnione dramatami i zawodami miłosnymi życie, ale każda jej płyta sugeruje, że tak właśnie jest. Nowy album artystki przynosi dwanaście świeżutkich, przez nią napisanych, piosenek oraz zaskakującą wersję kawałka z repertuaru AC/DC. Nie spodziewajmy się jednak w związku z tym metalowego wcielenia Lucindy. Pozostaje ona dalej wierna swojej charakterystycznej mieszance ballady, bluesa, rocka i country. Zachrypnięty głos wokalistki uzupełniany oszczędnym (także często zachrypniętym) gitarowym graniem utrzymuje słuchacza w nastroju dalekim od radosnych przekomarzań np. gwiazd tańczących na lodzie, ale też, o dziwo, daje poczucie obcowania ze sztuką, a nie knajacką zabawą.

To nie jest płyta, której jednorazowe wysłuchanie skłoni nas do nucenia poszczególnych nagranych na niej piosenek. Jak zwykle Lucinda Williams wymaga od odbiorcy pewnej cierpliwości i skupienia, a w nagrodę daje pewność, że każde kolejne spotkanie z jej płytą będzie interesujące i nienużące.

Lucinda Williams, Little Honey, Lost Highway 2008 

Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Prawda według filozofów

Prawda jest cechą zdania. Po prostu. Jej przeciwieństwem jest fałsz. Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?

Magdalena Środa
04.04.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną