Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Muzyka

Jak zwykle niewesoła Lucinda Williams

Recenzja płyty: Lucinda Williams, "Little Honey"

Wymaga od odbiorcy skupienia

Nie wiem, czy Lucinda Williams ma trudne, wypełnione dramatami i zawodami miłosnymi życie, ale każda jej płyta sugeruje, że tak właśnie jest. Nowy album artystki przynosi dwanaście świeżutkich, przez nią napisanych, piosenek oraz zaskakującą wersję kawałka z repertuaru AC/DC. Nie spodziewajmy się jednak w związku z tym metalowego wcielenia Lucindy. Pozostaje ona dalej wierna swojej charakterystycznej mieszance ballady, bluesa, rocka i country. Zachrypnięty głos wokalistki uzupełniany oszczędnym (także często zachrypniętym) gitarowym graniem utrzymuje słuchacza w nastroju dalekim od radosnych przekomarzań np. gwiazd tańczących na lodzie, ale też, o dziwo, daje poczucie obcowania ze sztuką, a nie knajacką zabawą.

To nie jest płyta, której jednorazowe wysłuchanie skłoni nas do nucenia poszczególnych nagranych na niej piosenek. Jak zwykle Lucinda Williams wymaga od odbiorcy pewnej cierpliwości i skupienia, a w nagrodę daje pewność, że każde kolejne spotkanie z jej płytą będzie interesujące i nienużące.

Lucinda Williams, Little Honey, Lost Highway 2008 

Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Jaki sens szycia? Mamy w Polsce mistrzów, uczniów brak

Krawiectwo miarowe odradza się powoli, bo i powoli rośnie społeczna chęć podkreślenia ubiorem statusu, aspiracji oraz zwykłej satysfakcji z własnego wyglądu. Coraz mniejsze grono mistrzów ma pełne ręce roboty, a następców nie widać.

Marcin Piątek
05.02.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną