Muzyka

Jak zwykle niewesoła Lucinda Williams

Recenzja płyty: Lucinda Williams, "Little Honey"

Wymaga od odbiorcy skupienia

Nie wiem, czy Lucinda Williams ma trudne, wypełnione dramatami i zawodami miłosnymi życie, ale każda jej płyta sugeruje, że tak właśnie jest. Nowy album artystki przynosi dwanaście świeżutkich, przez nią napisanych, piosenek oraz zaskakującą wersję kawałka z repertuaru AC/DC. Nie spodziewajmy się jednak w związku z tym metalowego wcielenia Lucindy. Pozostaje ona dalej wierna swojej charakterystycznej mieszance ballady, bluesa, rocka i country. Zachrypnięty głos wokalistki uzupełniany oszczędnym (także często zachrypniętym) gitarowym graniem utrzymuje słuchacza w nastroju dalekim od radosnych przekomarzań np. gwiazd tańczących na lodzie, ale też, o dziwo, daje poczucie obcowania ze sztuką, a nie knajacką zabawą.

To nie jest płyta, której jednorazowe wysłuchanie skłoni nas do nucenia poszczególnych nagranych na niej piosenek. Jak zwykle Lucinda Williams wymaga od odbiorcy pewnej cierpliwości i skupienia, a w nagrodę daje pewność, że każde kolejne spotkanie z jej płytą będzie interesujące i nienużące.

Lucinda Williams, Little Honey, Lost Highway 2008 

Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Odwieczny konflikt izraelsko-arabski

Konflikt bliskowschodni należy do najdłużej trwających we współczesnych stosunkach międzynarodowych. Złożyły się na niego wojny między młodymi państwami arabskimi a nowym Państwem Izrael oraz nierozwiązana do dziś kwestia palestyńska.

Radosław Bania
10.03.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną