Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Muzyka

Fisz i Emade są disko

Recenzja płyty: Fisz i Emade, "Heavi Metal"

Garażowe przeboje

Nie dla wszystkich powrót do szkolnej ławy to koszmar najczarniejszej z zimowych nocy. Na pewno nie dla Fisza i Emade. Na nowej płycie artyści wracają wspomnieniami do czasów, kiedy przyszło im dorastać: kiedy nosiło się koszulki z wypisanymi szatańskim gotykiem nazwami zespołów, kiedy słuchało się na zmianę Iron Maiden, niemieckiego techno i oldschoolowego hip-hopu, kiedy pierwszy raz wkładało się komuś rękę pod T-shirt, kiedy zaciągało się dymkiem na długiej przerwie w szkolnej ubikacji, a także kiedy zamiast „Dziennika" pojawiły się w telewizji „Wiadomości".

Ach, niby łezka się w oku kręci, ale raczej jest wesoło: bracia Waglewscy równoważą nostalgię i sentymenty ciepłym, autoironicznym humorem oraz dobrym samopoczuciem - w piosence „Szef kuchni" przechwalają się, jak to ze smakiem potrafią mieszać słowa i dźwięki. Rzeczywiście, potrafią: z wiekiem, zamienili kolor czarny na kolory tęczy i przez co - nie tracąc ani dotychczasowej przenikliwości, ani oryginalności - zyskali na lekkości. Niby kompozycje Emade są chropowate, niesie je rockowy nerw, odwołują się do starego hip-hopu i syntezatorowych brzmień, ale jednocześnie są przystępne jak chyba nigdy dotąd: chwytliwe, melodyjne, pełne dobrze zaaranżowanych ozdobników, choćby sentymentalnego śpiewu Sqbassa (czekam z niecierpliwością na rozwinięcie skrzydeł przez tego artystę) i zgrabnie wplecionych, rozpoznawalnych sampli (np. Iron Maiden, Nina Simone, Grzegorz Ciechowski). Efekt: garażowe przeboje. Nie podoba mi się tylko nieco pretensjonalne solo fortepianu na końcu „Najpiękniejszej kobiety w mieście". Z kolei Fisz porzucił melizmatyczne liryki i nie pierwszy już raz objawił się jako niezły tekściarz, opowiadacz historyjek: komunikatywny, dowcipny i inteligentny, potrafiący za pomocą kilkunastu piosenek skonstruować plastyczny i wiarygodny świat.

Może i kiedyś ci chłopcy - jak sami mówią - wyglądali jak robaki, źle się odżywiali, źle się ubierali, i przez to nie podobali się swoim koleżankom, ale teraz są naprawdę disko. Koleżanki mogą tylko żałować, że nie chciały ich całować. Chociaż oni i bez tego zamienili się w całkiem niebrzydkich królewiczów, którym piosenki sypią się jak z rękawa. Słucha się ich świetnie, już od pierwszego razu. Należy sobie życzyć, żeby taki pop zagościł na playlistach polskich stacji radiowych. Bo to jest i dobre, i polskie, i „disko, jakby mieszkało zagranicą".

Fisz i Emade, Heavi Metal, Asfalt Records
 

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Spacerek pod lufą. Jak zwykli Polacy polują na myśliwych

Czy sprzeciw zwykłych obywateli może położyć kres polowaniom na zwierzęta? Sezon łowiecki właśnie się rozkręca.

Przemysław Ziemacki
03.10.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną