Recenzja płyty: Cyril Neville, "Brand New Blues"

Cyril Neville – z kolegami i rodziną
To prawdziwa uczta muzyczna.

Od ponad trzydziestu lat czterej bracia – Arthur, Charles, Aaron i Cyril Neville z Nowego Orleanu – zachwycają swoją twórczością miłośników muzyki soul, funk lub, jeśli kto woli, rytm and bluesa. Rodzinne przedsiębiorstwo działające pod szyldem Neville Brothers to firma uznana i niezawodna. Kilkanaście wspólnie nagranych płyt to jednak tylko część ich dorobku. Cztery silne indywidualności nie zawsze mieściły się w ramach zespołowego działania. Nic więc dziwnego, że każdy z braci od czasu do czasu musi coś artystycznie zmajstrować na własną rękę. Najaktywniejszy pod tym względem jest obdarzony anielskim głosem Aaron. W swoim katalogu ma bodaj czternaście solowych tytułów, nie licząc całej masy różnego rodzaju kompilacji. Ale przecież jego bracia też nie są od macochy.

Najmłodszy, Cyril, właśnie wydał pierwszą od dziewięciu lat własną płytę. Już tytuł albumu nieco zaskakuje: „Brand New Blues”. Wydawałoby się, że nazwisko Neville raczej nie kojarzy się z bluesem w jego czystej formie, a jednak notka na płycie jasno stawia sprawę: „Cyril zawsze czuł i widział bluesa wokół siebie”. I dalej: „Blues XXI wieku jest tym samym bluesem, może tylko przyspieszonym i nieco zniekształconym”. I taka właśnie jest ta płyta. Piosenki krążą wokół czystej formy bluesowej, zaskakując wielością pomysłów. To prawdziwa uczta muzyczna. Przygotował ją Cyril Neville niby sam, ale nie byłoby to tak wyborne bez pomocy wspaniałych kolegów jak gitarzysta Tab Benoit czy mistrz harmonijki Jumpin’ Johnny Sansone oraz... rodziny. W studiu bowiem pojawił się grający na klawiszach Art Neville, a także syn Aarona – młody Ivan Neville. Super płyta do głośnego słuchania.

Cyril Neville, Brand New Blues, M. C. Records 2009  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną