Rozmowa z reżyserem Rafaelem Lewandowskim

Z daleka i bliska
"Nie zamierzam robić filmów wyłącznie o przeszłości, ale uważam, że nie można ignorować swojej historii ani uważać, że przeszłość została zamknięta w szafie raz na zawsze" - mówi laureat Paszportu POLITYKI w kategorii Film.
Rafael Lewandowski to autor wielu dokumentów, m.in.: „Cela” (1996 r.) i „Cień na duszy” (1998 r.). Jego debiutem fabularnym był „Kret”.
Grzegorz Press

Rafael Lewandowski to autor wielu dokumentów, m.in.: „Cela” (1996 r.) i „Cień na duszy” (1998 r.). Jego debiutem fabularnym był „Kret”.

Paszport POLITYKI otrzymał za odważne spojrzenie z oddali na legendę Solidarności oraz za doskonałą pracę z aktorami.
Grzegorz Press

Paszport POLITYKI otrzymał za odważne spojrzenie z oddali na legendę Solidarności oraz za doskonałą pracę z aktorami.

Zdzisław Pietrasik: – Nawet nie zdaje pan sobie sprawy, jak z Paszportu dla pana ucieszył się mój listonosz. Jak się okazuje, jakaś dalsza pana rodzina.
Rafael Lewandowski: – Chyba bardzo daleka?

W każdym razie jest z pana dumny.
We Francji bywały jeszcze zabawniejsze sytuacje, ponieważ tam myślą, że wszyscy Lewandowscy to jedna wielka rodzina, więc pytano mnie, czy jestem kuzynem jakiegoś lekarza Lewandowskiego, czy tego znanego piłkarza. Wydawali się lekko rozczarowani, kiedy tłumaczyłem, że nie.

Pan jest teraz bardziej w Polsce czy we Francji?
Jestem tutaj, i to już prawie od sześciu lat. Wcześniej przez jakiś czas żyłem między Paryżem i Warszawą, zatrzymując się na dłużej tam, gdzie miałem pracę. W pewnym momencie stwierdziłem, że dłużej nie da się być pomiędzy, trzeba gdzieś być na stałe. Ale jest jeszcze osobisty powód zmiany adresu – w Polsce poznałem kobietę, z którą jestem do dziś. Tutaj urodziło się nasze dziecko.

Pana ojciec jest Polakiem, który wiele lat temu wyjechał z kraju, matka Francuzką. Dorastając i studiując we Francji myślał pan kiedyś o tym, żeby może zmienić miejsce pobytu?
Gdyby przed 1989 r. ktoś mi powiedział, że mogę kiedyś zamieszkać w Polsce, odpowiedziałbym zdecydowanie, że to niemożliwe. Pomysł, żeby wybrać się do ojczyzny taty, pojawił się dopiero na początku lat 90., kiedy pomyślałem, że warto byłoby pojechać do Łodzi, do tej słynnej szkoły, którą kończył Polański i Kieślowski, który był wówczas we Francji reżyserem znanym i podziwianym. Poszedłem do polskiej ambasady wyrobić sobie paszport, dostałem tam mnóstwo formularzy do wypełnienia, a zasadnicze pytanie, jakie usłyszałem, brzmiało: czy pan jest Polakiem? Mówię, że tak. A czy ma pan jakiś dowód na to? Mówię, że nie. Wróciłem do domu, pytam tatę: ty masz nadal polskie obywatelstwo czy nie? A tata, nie odpowiadając wprost na pytanie: oszalałeś, po co ci ten polski paszport? Mówię, że przecież jest już w Polsce demokracja, a ojciec, że jeszcze nie wiadomo, co się może wydarzyć...

Czyli ojciec był wciąż jeszcze nieufny wobec zachodzących u nas zmian?
O tak, on się strasznie bał. Przecież wtedy był jeszcze Związek Radziecki, zaś w prasie francuskiej pisano, że w Europie nie wszystko jest ostatecznie rozstrzygnięte.

Z daleka zawsze widać inaczej.
Paszport załatwiłem, a przy okazji dowiedziałem się, że ojciec nigdy nie zrezygnował z polskiego obywatelstwa, przez co na obywatelstwo francuskie musiał czekać aż do stanu wojennego w Polsce, kiedy zaczęły obowiązywać inne przepisy.

I co z tą Łodzią?
Długo czekałem, w międzyczasie zdałem do szkoły filmowej we Francji. Pomyślałem sobie, że pojadę do Łodzi na wymianę studencką. Pojawiła się nieoczekiwanie sprzyjająca okoliczność. Wezwał mnie dyrektor Jack Gajos, czyli Gażos, i w pewnym momencie powiedział: wiesz, jesteśmy kuzynami, mój ojciec nazywał się Lewandowski... W partyzantce przybrał pseudonim Gajos i tak już po wojnie zostało.

Wszędzie Lewandowscy.
Powiedział mi, że w Łodzi jest francuski student, który chętnie przyjechałby do Paryża na rok. Spotkałem się z nim w Polsce, ale z wymiany nic nie wyszło. Zrobiłem natomiast tutaj dokument „Cela”, moim opiekunem był Marcel Łoziński. Po dokumencie, który był małym sukcesem, chciałem zrobić film fabularny. Miała to być historia pewnej francuskiej kobiety, która – nie mając nic wspólnego z Polską – przyjeżdża do Warszawy, żeby odnaleźć kobietę, w której zakochał się dziadek w czasie wojny. Nie zna polskiego, ma kłopoty z porozumieniem się... Chciałem pokazać, że choć Europa się jednoczy, różnice historyczne są ciągle bardzo duże i dlatego nie jesteśmy w stanie żyć razem. Był wstępny budżet, casting, ale niestety z powodów finansowych wszystko upadło. Pomysł „Kreta” pojawił się podczas pracy nad dokumentem „Piosenka i życie”, opowiadającym o czwórce dzieci działaczy Solidarności. Jest tam wątek córki górnika z kopalni Wujek...

W filmie głównym bohaterem jest syn, który dowiaduje się, że jego ojciec, legenda górniczej Solidarności, był donosicielem. Nie próbowano pana zniechęcać, koledzy nie mówili: kogo dzisiaj obchodzą ubecy, agenci i lustracja?
Producenci nie chcieli nawet przeczytać scenariusza; mówili, że na taki film nikt nie pojdzie do kina. Znani aktorzy nie chcieli grać „zdrajcy”, a ubeka jeszcze mniej; tłumaczyli, że „było inaczej”... Ale w końcu znalazłem odważną firmę produkcyjną Metro Films. A Wojciech Pszoniak zagrał fantastycznie byłego ubeka.

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną